Totalna metamorfoza łóżka za mniej niż 150 zł. To działa!

14.3.16

Ze starego mieszkania przywieźliśmy ze sobą m.in. łóżko. Kiedyś kupowane bez specjalnej wizji o całości, ale dość solidne. W natłoku wydatków mieszkaniowych, kasy na nowe na razie nie ma, dlatego zdecydowałam się na metamorfozę. Tylko co zrobić, żeby mebel w okleinie wenge pasował do nowej skandynawskiej sypialni?

Metamorfoza łóżka: przed (stare mieszkanie) i po

Najpierw chciałam to łóżko pomalować - wpisując się w trend malowania mebli, o którym pisałam jakiś czas temu. I nawet zaczęłam to robić, ale jakoś bez przekonania, bo nie miałam pomysłu na kolor, czy wzór, a wszystko co wymyśliłam kojarzyło się raczej z łóżkiem szpitalnym, a nie przytulną sypialnią. Potem pomyślałam, że może dobrym pomysłem będzie tapeta. Zostało nam jej trochę po przygodach z tapetowaniem ściany (w sypialni zresztą), więc położyłam ją zarówno na zagłówku, jak i w nogach. Tapetowanie łóżka okazało się nawet prostą i wdzięczną czynnością, a efekty były zaskakująco dobre. Łóżko zmontowaliśmy więc i postawiliśmy w sypialni. Wtedy na jaw wyszły dwie wady tego rozwiązania: po pierwsze kot uznał, że to doskonałe miejsce do zdzierania pazurów, a po drugie wzór na ścianie i jego powielenie na zagłówku dawało efekt 3D, od którego nieco kręciło się w głowie.

Jako że w sypialni na razie nie sypiamy, miałam sporo czasu na przemyślenia. Ostatecznie podjęłam się trzeciej metamorfozy i to było to! Zainspirowana pomysłami Doroty Szelągowskiej, postanowiłam je obić drewnem. W grę nie wchodziły klasyczne deski, ponieważ zmniejszyłyby powierzchnię w środku i uniemożliwiły położenie stelaża i materaca. Co w zamian? Boazeria! Tak, wiem że to słowo źle się kojarzy. Mówisz boazeria i myślisz o pomarańczowych błyszczących pomieszczeniach, które obklejone są od ziemi po sufit. Ale po pierwsze: boazeria wraca właśnie do łask (oczywiście nie w tej formie, którą mamy w pamięci), po drugie: ma tylko centymetr grubości, a po trzecie: to przecież nadal jest drewno - mega szlachetny i mega wdzięczny do pracy materiał. Nie wolno się go bać!

Jak obić łóżko boazerią? To banalne:

1. Wybór boazerii - te mają różne wzory, ja wybrałam najprostszy: deski zsunięte razem wyglądają po prostu jak... zwykłe deski.

2. Docięcie desek. Sto lat temu mój mąż kupił piłę do drewna, o której producent pisze, że ma "przyrnżnię metalową". To sprytna konstrukcja, która pozwala nie tylko na precyzyjne cięcia pod wybranym kątem, ale też posiada mini blat, dzięki czemu nie trzeba za każdym razem szukać specjalnego podłoża, żeby uciąć kawałek deski. Długo uważałam ją za straszną zawalidrogę (wyjątkowo nieporęczna jest, to fakt), ale teraz jest naprawdę niezastąpiona. Dzięki niej docinanie na wymiar było szybkie, łatwe i naprawdę relaksujące.

Zagłówek zdemontowaliśmy, deski wkręcaliśmy od góry pojedynczo. Żeby zachować wrażenie swoistej surowości, nie wyznaczałam precyzyjnie miejsca wkręcania wkrętów (pamiętajcie, żeby nie były grubsze niż grubość boazerii+płyta łóżka). Uzyskany efekt (zwłaszcza, że wkręty są czarne) mi się podoba, choć wiem że fanów precyzji może przyprawić o palpitację. Każda deska trzyma się na ośmiu wkrętach.

3. Deski boazeryjne z jednej strony mają "trzpień", a z drugiej szczelinę, dzięki czemu jedna nachodzi na drugą. Nie jest to jednak materiał idealny i trzeba liczyć się z tym, że niektóre nie będą chciały do siebie pasować i basta. Dodam, że można próbować pomóc im na siłę, ale w skrajnych przypadkach lepiej po prostu uciąć inną, bo bardzo źle spasowana deska, nawet przykręcona, może odstawać. Generalnie, rzadko zdarza się, że deski pasują do siebie idealnie, więc to zdecydowanie praca dla dwojga (jedno trzyma, drugie wkręca).

4. W przypadku zagłówka mi się udało - to znaczy, że po wkręceniu 9 desek, przy podłodze została tylko nieduża szczelina, która po położeniu materaca w ogóle przestanie istnieć. Mniej szczęścia miałam w nogach łóżka, tam po położeniu trzech desek zostało 6 cm miejsca.

Co z tym zrobić? Na szczęście miły pan z działu stolarskiego, zgodził się przyciąć mi jedną deskę na długość (choć trzy razy mnie uprzedzał, że właściwie tego nie robią, bo nie da mi gwarancji precyzyjnego cięcia w tym przypadku). Faktycznie, nie wyszło idealnie, ale tu z kolei deski kładłam od podłogi więc u szczytu ukryłam nierówności pod drewnianym kątownikiem (klejonym wikolem). Zresztą, także zagłówek ostatecznie zakończyłam kawałkiem sosnowej kantówki (żeby nie było widać tapety od góry ;) ).

5. Boki łóżka pomalowałam farbą akrylową - Beckers jasny szary. Wstępnie planowałam pomalować (zabejcować) także deski, ale efekt wyszedł tak fajny i naturalny, że tego nie zrobię. Łóżko nie jest też na razie polakierowane, ponieważ mąż ma opory. Na pewno jednak trzeba pamiętać o wyszlifowaniu desek, zwłaszcza w miejscach cięć.

Dzięki tym zabiegom zyskałam łóżko jak nowe, pasujące do wystroju sypialni, do tego wydaje się ono bardziej masywne. Naprawdę jestem zachwycona! Tym bardziej, że całą metamorfozę można wykonać w ciągu jednego dnia i nie jest ona jakoś specjalnie wyczerpująca.

Lista wydatków:
1. 16 sztuk desek boazeryjnych. 12 kupiliśmy w ramach jednej paczki, a 4 pozostałe na sztuki (tak można). W sumie: 70 zł
2. Wkręty: 3 zł
3. Emalia Beckers: 33 zł / 0,5 l (sporo zostało)
4. Kantówka na zagłówek: 10 zł
5. Narożnik: 20 zł

Suma: 146 zł


Krótka lista błędów:
1. W miejscu gdzie zagłówek łączy się z bokami łóżka należy w desce wykonać dość precyzyjny ząb (robiłam to piłką do metalu). Jedną z desek zmarnowałam ponieważ źle wymierzyłam to wycięcie.

2. Boazeria (do tego sosnowa) jest delikatna. Przy zbyt dużych obrotach wkrętarki, czy przyłożeniu zbyt wielkiej siły, może pęknąć i to zdarzyło nam się kilkukrotnie. Jedną z desek zmarnowaliśmy w ten sposób, w przypadku pozostałych wyszłam z założenia, że praca handmade nie może być jak z fabryki. Zresztą niemal tego nie widać.

3. Boazeria ma ładny, lekko różowy kolor. Kantówka, którą położyłam na zagłówku i narożnik wklejony w nogach są natomiast bardziej żółte. Różnica nie jest szokująca i niezbyt miałam wpływ na nią, ale jednak jakiś dysonans jest. Warto o tym pamiętać, jeśli zależy nam na jednolitym kolorze.

4. Po naklejeniu narożnika pomyślałam, że właściwie powinnam była najpierw po obu bokach łóżka (tam gdzie kończy się boazeria) nakleić kawałki maskujących desek, a dopiero na to narożnik. Już jest po frytkach. W przypadku zagłówka łączenie desek z płytą wyszło w porządku.

5. Na deskach rysowałam sobie różne znaki - gdzie ciąć, gdzie wiercić. Czasem były precyzyjne, a czasem przypominały trochę radosną twórczość. Myślałam, że skoro to ołówek, to zejdzie dzięki gumce. A guzik! Jeszcze na świeżo jakoś to szło, ślady kilkudniowe niemal się zaimpregnowały. Ostatecznie pomogło internetowe forum i wilgotna gąbka posypana sodą oczyszczoną.



Uwaga, aktualizacja. TO WAŻNE!
Posta pisałam w ciągu weekendu i wszystko było pięknie, aż do momentu w którym w świetle dziennym przyjrzałam się łóżku. Widzisz zdjęcie powyżej? To teraz popatrz w prawo w miejsce, gdzie bok łóżka dochodzi do zagłówka. Ta żółta plama na deskach to niestety nie jest cień, to jest cholerna plama!!! Zanim doszłam do tego, co jest przyczyną, padło sporo niepotrzebnych słów... Obwiniałam m.in. gąbkę którą przecierałam maziaje z ołówka (bo akurat była w tym kolorze). Ostatecznie okazało się (co potwierdziłam osobiście na kawałku boazerii, która mi została), że w tak ciekawy sposób drewno reaguje z sodą oczyszczoną. Wychodzą piękne cytrynowe plamy. Niestety, tą przeklętą sodą ścierałam ołówek w kilku miejscach i wszędzie tam znalazłam takie plamy. Najgorzej jest na desce którą umocowałam u góry zagłówka. Tam tarłam sodową pastą najbardziej. Jest zielona i do tego ani szlifowanie, ani mycie, ani nic innego nie pomaga. Ją na szczęście wymienić najprościej i tak zrobię. Boazeria zareagowała w kolorze żółtym, ale przy udziale wody, szmatki bawełnianej i papieru ściernego, powoli dochodzimy do porządku. Trochę boję się tylko, co się ze śladami tych plam stanie pod wpływem lakieru... Dam znać.

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Swietna metamorfoza.. Uwielbiam takie Diy :)
    Milego poniedzialku

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook

Flickr Images