Tapetowanie - błędy jakie popełniłam

11.12.15

Jestem absolutnie początkująca w tapetowaniu. Wczoraj wytapetowałam swoją pierwszą ścianę, więc spokojnie można zapytać, jakie mogę kwalifikacje do tego, żeby radzić innym. Kwalifikacji nie mam żadnych, ale mam za to listę błędów, które popełniłam. A skoro lepiej uczyć się na cudzych pomyłkach, zapraszam do lektury.

O tym, jak się tapetuje przeczytacie na mniej więcej milionie portali. Robi się to tak, jak właśnie tam napisano i ja też to czytałam. Niestety nie ustrzegło mnie to przed popełnieniem kilku błędów. Oto moje TOP 7 wstydu:

Kupiłam rolki z różnych serii

Rolki tapet mają numery seryjne. To ważne. Ja oczywiście wiedziałam, że mają i że to podobno ma znaczenie, ale jakoś zignorowałam ten fakt. Kupiłam dwie rolki pięknej kraciastej tapety (wzór), zużyłam jedną, zabrałam się za drugą, docięłam i... Niech to jasny szlag trafi! Wzór niby ten sam, ale jednak nie pasuje - na kracie są to przesunięcia rzędu nawet pół centymetra. Cały kawałek który zdążyłam już oprzeć o klejącą ścianę poszedł więc w kosz, a ja zabrałam się za gwałtowne poszukiwanie rolki z tej samej partii. Na szczęście w Leroy mieli ostatnią. Na dnie magazynu, ale była! Co nie zmienia faktu, że zostałam z prawie całą rolką, z którą już niczego nie zrobię, bo nie dość, że ją otworzyłam, to jeszcze zużyłam dobre 2 metry. 50 zł w plecy.

Myślałam, że sztukowanie to dobry pomysł

Tapet się nie sztukuje. Teraz to wiem. Jak mi zabrakło rolki z ww. powodu, wymyśliłam że wykorzystam pasek, który ucięłam na początku, ale okazał się za krótki. No więc wykorzystałam, w międzyczasie myląc się raz jeszcze przy obcinaniu, więc tapeta skończyła się jakieś 40 cm nad podłogą. Resztę dołożyłam z fragmentu, który został z końcówki rolki. Na początku naprawdę myślałam, ze to dobry pomysł i że wszyscy tak robią. To nie jest tak, że wyszło źle. Z odległości metra nie widać nic, bo udało mi się dociąć wzór idealnie. Co nie zmienia faktu, że jednak z bliska widać linię cięcia i wyłazi fuszerka. Całe szczęście, w tym miejscu będzie stało łóżko ;).

Byłam zbyt rozrzutna

Na pewno istnieje jakieś prawo Murphyego, które mówi o tym, że na koniec tapetowania zabraknie ci akurat tyle tapety i zmarnowałeś. Oczywiście zawsze można skoczyć po nową rolkę do marketu, ale chyba kasę lepiej wydać na coś innego, a poza tym to możliwe, że inne prawo M. mówi o tym, że akurat skończono produkcję, sprzedaż itp. Najlepiej więc wymierzyć ile potrzeba i tyle kupić, a to co się ma oszczędzać. Lepiej 5 razy wymierzyć i przemyśleć pasowanie wzoru niż raz źle uciąć. Ja przez wybór złej serii i bezsensowne sztukowanie zostałam z dwoma rolkami za pomocą których mogę wytapetować najwyżej pół schowka na miotły. A wyrzucić szkoda. I co z tym fantem?

Nie zaplanowałam układu tapety na całej ścianie

Układ tapety się planuje na całej ścianie, a nie tylko dla aktualnie pokrywanego fragmentu. Wiem, że to mało odkrywcze i głupie z mojej strony, ale doszłam do tego dopiero wtedy, kiedy po przyklejeniu ostatniego pełnego pasa został mi dwucentymetrowy kawałek ściany. I teraz: zostawić ten pas, czy bawić się w docinanie długiego wąskiego paska z marną szansą, że wyjdzie to dobrze? Dostałam różne rady, a najbardziej podobała mi się ta, zgodnie z którą najlepiej zawiesić tam cotton ballsy ;). Ostatecznie zostawię jak jest, bo to nadal wygląda dobrze, a w tym rogu zawisną półki, więc i tak to zniknie, ale jednak luka pozostaje. Jak powinnam to była zrobić? Rozwiązania są trzy:
- zacząć pracę od wymierzenia pasa, a potem przecięcia go np. na pół i przyklejenia tego fragmentu na początku pracy, licząc się z tym że na końcu będę musiała zrobić znowu to samo (czyli de facto zmarnować sporo tapety)
- wiedząc, że tapetuję tylko jedną ścianę, zacząć w takim miejscu żeby tapeta z każdej strony była odsunięta po równo.
- kupić inną tapetę ;-)
Na drugi raz skorzystałabym z rady nr 2, zwłaszcza że brakło naprawdę niewiele.

Pod sufitem wyszło krzywo

W tutorialach znajdowałam różne rady co do tego jak układać tapetę przy suficie. Np. taką żeby tak układać tapetę aby u góry zostawić zapas, który po położeniu się odetnie równo. Ciężko było mi sobie wyobrazić jak operować nożykiem na drabinie i odcinać kawałki licząc, że nigdzie nie poszarpię tapety i nie zniszczę ściany. A jeśli nożyk mi "zjedzie", to mam zrywać? Bez żartów. Wybrałam więc opcję klejenia na wymiar, co miało być o tyle prostsze, że tapeta ma prosty geometryczny wzór. Na końcu pracy okazało się, że albo mam ściany i sufity krzywe, albo wzór. No bo "troszkę" całość zjeżdża i z ładnej jednocentymetrowej dylatacji z jednej strony robi się dobre półtora centymetra z drugiej.

Walka z odstającymi krawędziami

Nie wiem jak to jest, bo kleju nie żałowałam, ale ile bym go nie nałożyła, to krawędzie i tak odstawały, a pod nimi było sucho (!). Oczywiście nie waliłam klejem na prawo i lewo, a rozkładałam pędzlem tak, żeby się ładnie rozprowadził i nie odznaczał grudami pod spodem. Jednak było go ciągle sporo, a krawędzie i tak musiałam ekstra dosmarowywać już po przyłożeniu i dopasowaniu kawałka. Nie wiem, czy tak się robi zgodnie ze sztuką, ale u mnie tapeta nie ucierpiała i dobrze przylega. Nie ma chyba nić gorszego niż odstające krawędzie tapety, nie?

Kładłam tapetę na brudnej ścianie

Wymierzyłam sobie pokój, a wymiar napisałam ołówkiem na ścianie, żeby nie zapomnieć. Po położeniu tapety, która miała przykryć napis okazało się, że świetnie przebija przez jasne fragmenty tapety. Naprawdę doskonale. Niestety, zorientowałam się już po dopasowaniu, doklejeniu itd. Co robić? Delikatnie odciągnęłam fragment, odchyliłam, wsadziłam rękę z mokrą szmatkę i zaczęłam trzeć. Oczywiście napis wypadł dokładnie po środku, więc ryzyko że naderwę albo uszkodzę mokrą tapetę było spore, ale obyło się bez strat. Ołówek też dał się zetrzeć (dobrze, że mam słabość do ołówków, a nie flamastrów). Wniosek: przed tapetowaniem zorientuj się, czy ściany nie trzeba najpierw pomalować albo odczyścić. A jeśli tak, to tapetowanie musisz odłożyć, bo na świeżo pomalowaną i wyschniętą ścianę się nie kładzie.

Po przeczytaniu mojej listy wstydu można dojść do wniosku, że wyszła straszna kiszka - tam sztukowane, tu źle docięte, gdzie indziej dziura. A to nie jest prawda. Jestem dość wymagająca jeśli chodzi o własne produkcje, a jednak stwierdzam że całość wygląda naprawdę OK.

Czy wobec tego warto do tapetowania wzywać fachowca? Można, jeśli mamy na to fundusze, mamy czas żeby poczekać aż on znajdzie dla nas czas, jeśli nie czujemy się na siłach. My uznaliśmy, że zrobimy to sami, bo po wykończeniu mieszkania mamy chwilowo dość wszelkiej maści fachowców, poza tym mamy na co wydawać pieniądze i (last, but not least!) fajnie jest mieć świadomość, że umie się zrobić coś samemu.

You Might Also Like

0 komentarze

Like us on Facebook

Flickr Images