Zabudowa w wersji DIY, czyli jak mieć tanie meble kuchenne

2.3.16

Podobno nie ma takich pieniędzy, których nie dałoby się wydać na kuchnię. 10, 20, 40 tysięcy - jak ktoś próbował to wie, że to nie są liczby z kosmosu i nie dotyczą 300-metrowych rezydencji, a zwykłych blokowych pomieszczeń. To jest chyba tak jak z bukietem ślubnym. Bukiet kosztuje 30 zł, ale ślubny już 150 zł. Taki sam. Buty też zyskują nagle wartość jeśli są "do biegania".

W trakcie załatwiania kredytu na mieszkanie okazało się, że dopłata MdM uniemożliwia dobranie pieniędzy na wykończenie w ramach kuszącego niskiego oprocentowania. Efekt był taki, że po zakupie lokum, zostało nam około 30 tysięcy na wykończenie całości, czyli 110m. W tej sytuacji moglibyśmy albo lwią część przeznaczyć na jedno pomieszczenie, albo dobrać kredyt konsumencki, albo mieszkać u rodziców i czekać aż odłożymy, albo kupić gotową i poczekać aż odłożymy. Żadne z tych rozwiązań nie wchodziło w grę. Pozostało zamówienie taniej kuchni na wymiar.

Jak podzwonicie po stolarzach i meblarzach, to się dowiecie że zwrot "tania kuchnia na wymiar" to jest oksymoron. W naturze coś takiego nie istnieje. Poprosiliśmy o najtańszą wycenę: fronty matowe jasno szare, gładkie (najtańszy mdf), bez cichego domyku w szafkach, 5 szuflad, z blatem laminowanym najbrzydszym grubym Egger 4 cm. Koszt: 6 tysięcy z montażem. Kiedy uznaliśmy, ze jednak ten najtańszy kolor frontów to przesada i wybraliśmy inne kolory (nadal w wersji:  najtańszy matowy mdf), cena skoczyła do 7 tysięcy. Ciągle jednak miałam w głowie myśl, że te fronty będą wyglądały jak meblościanka w pokoju dziecięcym. Wtedy u szwagra zobaczyliśmy fronty akrylowe. Wyglądają jak lakierowane, ale są tańsze. Poprosiłam o wycenę. 11 tysięcy. Po znajomości.

Ostatecznie mamy fronty akrylowe, a kuchnia kosztowała 3500 zł + 1300 blat. I mogło być taniej. Jak do tego doszło?

Przede wszystkim właściwie całą robotę zrobiliśmy sami. Co prawda kuchnię zaprojektował nam architekt, ale z perspektywy czasu oceniam, że to były źle wydane pieniądze. Wystraszyłam się, że sama nie rozplanuję urządzeń, gniazdek itd. i zleciłam to dalej. Prawda jest taka, że po przeczytaniu kilku poradników o tym, jak planować, projekt mogłam zrobić sama. Zwłaszcza, że summa sumarum nie dostaliśmy nawet wizualizacji, tylko rysunki, więc mój - pozbawiony wyobraźni przestrzennej małżonek - do końca nie wiedział jak to będzie wyglądać. No, ale pal sześć. Cena doświadczenia. Meble w postaci płyt przyciętych na wymiar z gotowymi nawiertami zamówiliśmy w internecie. To super wygodna sprawa. Bierzesz sobie, proszę ja ciebie, na warsztat np. szafkę wiszącą. W kreatorze internetowym ustawiasz jej wymiary, kolor frontu, kolor korpusu (którego zwykle nie widać, więc można oszczędzić zamawiając tańszą płytę), uchwyty, a efekt widzisz na podglądzie. W ten sposób zamówiłam szafka po szafce całą kuchnię.

Nie powiem, że było to łatwe. Bo nie było. Każda szafka wymaga zmierzenia co do milimetra. Poza tym kuchnia kryje w sobie sporo niespodzianek, które też trzeba uwzględnić (dylatacje lodówki, wymiary zlewu, wysokość pasa płytek, grubość blatu itd.), a pomyłka może skończyć się sporymi kosztami dodatkowymi i koniecznością domawiania nowych mebli.

Na dostawę płyt czekaliśmy około tygodnia. Myk jest taki, że nie jest to IKEA. Tutaj każdy mebel nie ma osobnego pudełka ani instrukcji, a wszystkie leżą po prostu na jednej stercie (na szczęście każda ma naklejkę z numerem mebla).

Składanie trwało dwa niepełne dni, składających było pięcioro (my, rodzice, brat). To było proste, naprawdę. Trochę się napociliśmy z szufladami, ale tam akurat instrukcja była.

Meble zawiesiliśmy i ustawiliśmy też bez pomocy fachowców. Jak byśmy się uparli, to i blat ogarnęlibyśmy sami, ale tu pojawiły się schody, bo wyspa jest niestandardowa.

Czy jestem zadowolona? Z mebli jak dotąd tak. Wyglądają dobrze, sprawują się dobrze. Niestety nie ustrzegłam się błędów podczas projektowania i to sprawia, że w beczce miodu czuć łyżkę dziegciu, ale nie są to braki, które spędzają mi sen z powiek.

Jedno zastrzeżenie: zamówienie płyt akrylowych zostało dokonane za pomocą znajomego przedsiębiorcy, który miał firmowe konto w danym sklepie. Dzięki temu naliczony został rabat. Klient indywidualny płaci więcej (różnica jest spora zwłaszcza przy akrylach), dlatego warto się przyjaźnić ;).

Jakie błędy popełniłam?

1. Kuchnię mierzyłam wielokrotnie. W ostatnim etapie nawet rozrysowałam sobie każdy mebel na ścianie kredą, tak żeby niczego nie pominąć. Było to o tyle ważne, że pierwsza ściana mebli miała ograniczenie w formie ściany murowanej, a druga kominka. Meble musiały być więc na styk. Niestety przy montażu dolnej partii okazało się, że meble nie mogą doskonale przylegać do ściany, bo uniemożliwia to instalacja gazowa. Odsunięcie ich w prawo (kosztem dylatacji lodówkowej, co było jeszcze do przeżycia), wiązało się jednak z odsunięciem w prawo całego górnego rzędu (bo oba łączył słupek zawierający piekarnik i  mikrofalówkę). W ten sposób  na górze powstała "piękna" dziura przy ścianie. Za duża, żeby móc ją pominąć machnięciem ręki i za mała aby stworzyć tam szafkę, czy cokolwiek. Kiedyś pewnie zrobię tu jakąś plombę.

2. Przesunięcie górnego rzędu sprawiło, że swoje miejsce straciła także szafka, którą umieściłam nad lodówką. Musiałam zamówić nową. Był to wydatek spory jak na jeden mebel, ponieważ płaci się za całą płytę+ cięcia. Odpad dostajemy na własność, czy jest potrzebny czy nie. Ostatecznie jednak niepotrzebna szafka znalazła zaskakujące przeznaczenie, więc wyszliśmy na zero ;).

3. Podczas planowania mebli należy sprawdzić jakie wymiary będzie miał kuchenny zlew. Wielkość niezbędnego otworu można znaleźć w instrukcji. I ja tam też go znalazłam, było to o tyle ważne, że chciałam aby była jak najwęższa. No i się wkopałam, ponieważ o ile na rysunkach wszystko się mieściło, w rzeczywistości spód zlewu nie zmieścił się w szafce i trzeba było wycinać kawałek ściany sąsiadującej, żeby go osadzić. Jak to się stało?

4. Szuflady to element, który bardzo podnosi cenę mebli. Bardzo. Dlatego zaplanowaliśmy tylko dwie takie szafki (3 szuflady i 2). Teraz uważam, że to za mało. Przydałyby się jeszcze ze dwie. Bo to po prostu praktyczne.

5. Spec, który przyszedł nam zamontować płytę gazową ocenił, że choć jej ułożenie na blacie jest standardowe, i tak znajduje się za blisko płytek, które mogą kiedyś popękać od temperatury. Nie znam się na tym, na razie (odpukać) jest OK, choć przyznaję, że uważam na to. Pomijając tę kwestię, uważam, że płyta i tak mogłaby być bliżej krawędzi blatu, bo wydaje mi się, że byłoby wygodniej z niej korzystać).

6. Zawsze chciałam mieć wyspę i choć wykluczyła ona inne marzenie w salonie, uznałam że warto. I naprawdę było warto. Uwielbiam moją wyspę, która składa się z trzech szafek i z trzech stron "oblana" jest blatem szerokim na 90 cm. Głębokość szafek to 60 cm. Pozostałe 30 to miejsce na nogi osób siedzących przy wyspie. Problemem do rozwiązania okazał się nieatrakcyjny tył szafek, który stoi dokładnie frontem do salonu i jest pierwszym, co widać siedząc na sofie. Na razie jest po prostu pomalowany na szaro. Na to, co robić z nim dalej było dużo pomysłów (nic nie robić, nakleić tapetę, foototapetę, przymocować płytę meblową na wymiar), a ostatecznie wygrała koncepcja zamocowania sklejki. O mojej miłości do sklejki napiszę wkrótce.

O czym warto pomyśleć przed projektowaniem kuchni?

Zanim zabierzesz się do projektowania szafek, dobrze sprawdź:
- Dylatacje lodówki, czyli ile miejsca sprzęt musi mieć po bokach i z tyłu, żeby móc swobodnie oddychać (i dłużej stać w naszej kuchni)
- Wysokość, na której chcesz mieć ustawiony blat - pamiętając, że meble mają nóżki (!)
- Odległość między blatem a szafkami wiszącymi
- Grubość blatu
- Cokoły (czyli kawałki płyty maskujące nóżki i zapobiegające wpadaniu śmieci pod meble)
- Wymiary zlewu oraz zmywarki, kuchenki, mikrofalówki
- Jeśli granic zabudowy nie wyznaczają ściany, pomyśl o tym, jak będą wyglądały boki skrajnych mebli. Może warto ich korpusy zamówić z materiału takiego jak fronty? Na pewno warto płyty przeznaczone na widoczne boki zamówić nieco większe - tak aby zasłoniły dziurę za meblami, która zostaje za meblami
- Wszelkie przyłącza w kuchni i zorientuj się, czy ich konstrukcja nie spowoduje konieczności odsunięcia szafek.

Podsumowując: własnoręczne zrobienie kuchni na wymiar to zabawa dla wytrwałych, którzy spędzą kilka upojnych dni w towarzystwie miarki, ołówków, gumek i pliku kartek. Jeśli jednak jesteś na to gotowy, to się po prostu opłaca.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Oczywiście 100 proc. racji. Od dłuższego czasu czyham na moment, w którym kuchnia będzie posprzątana, a światło będzie dzienne ;). Foty obiecuję na dniach. Obiecuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj ;-) Bardzo interesujący wpis!
    Również miałam problem z mierzeniem mebli, później jednak zdecydowaliśmy z mężem że zrobimy meble na wymiar i mierzeniem zajął się po prostu stolarz :P
    Polecam bardzo dobrego stolarza z Wrocławia http://wanzbig.pl/. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie te obiecane foty? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, gdzie zdjęcia, czeka, czeka i się nie doczeka.
    Pozdrawiam
    remonty Warszawa

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja postanowiłam, że przy remoncie kuchni ocieplę podłogę styropianem podłogowym, bo mieszkam na parterze, więc trochę ciągnie od podłogi przez piwnicę. Okazało się to świetną opcją pod kafelki, teraz praktycznie cały rok mogę na boso codzić po domu. Jeżeli chcecie zobaczyć jak wygląda ten styropian zobacz [URL=https://docieplajdom.pl] tutaj [/URL]

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook

Flickr Images