Gaz i prąd. Co jest nie tak z odczytem rzeczywistym?

30.7.15

Powoli zbliża się przeprowadzka na swoje, więc załatwiamy formalności związane z wszelkiej maści przyłączami. W poprzednim mieszkaniu, choć wynajmowanym, umowa na gaz była na nas, więc całą procedurę już znaliśmy. Na kilka miesięcy przed wyprowadzką zrezygnowaliśmy z prognozowanych rachunków i zdecydowaliśmy się na odczyt rzeczywisty. Z mojej perspektywy takie rozwiązanie ma same zalety. Teraz okazuje się jednak, że nie jest ono najwyraźniej w smak dostawcom. O co chodzi?

Odczyt rzeczywisty gazu wyglądał tak, że co miesiąc sprawdzaliśmy stan licznika i wklepywaliśmy te dane na naszym e-koncie w PGNiG. Na tej podstawie generowała się faktura. Proste. Prognozowane rachunki były natomiast dla nas zawsze wielką zagadką. Owszem - z góry było wiadomo ile zapłacimy, ale niczego w zakresie zużycia gazu nas to nie uczyło. Odczyt rzeczywisty to krótka piłka - w tym miesiącu dużo gotujesz, grzejesz dom, chlapiesz wody - spodziewaj się wyższego odczytu. Z drugiej strony, jesteś na wakacjach więc rachunek będzie mniejszy. Pozwala to w pewien sposób zapanować nad zużyciem (aha, czyli w tym miesiącu może jednak będę lała mniej wody do wanny). W przypadku prognozy, to są jakieś wirtualne średnie za jakieś wirtualne zużycie. W sumie nie wiem za co płacę. No więc kiedy zrezygnowaliśmy z gazowej prognozy, okazało się że mamy w gazowni sporą nadpłatę - o ile pamiętam około 150 zł. Zapamiętajcie to, bo to istotne w dalszej części opowieści.

Najpierw wybraliśmy się do PGE. Tam obsługa klienta na początku level - master. Pani przy wejściu miło pyta w czym może pomóc, sama wybiera odpowiedni numerek dla mnie, pokazuje krzesło itd. Druga pani uprzejmie przedstawia taryfy, zalety, cuda wianki. Kiedy jednak przechodzimy do konkretów robi się mniej przyjemnie. Pierwszym zgrzytem była nasza zdecydowana deklaracja, że chcemy odczyt rzeczywisty. Pani lekko drgnęła, skrzywiła się, ale przyjęła do wiadomości. Następnie wydrukowała umowę i wręczyła nam ją do weryfikacji. Zauważyłam, że rozliczenie wpisane mamy dwumiesięczne, choć w ogóle o tym nie rozmawialiśmy.

My: przepraszam, ale my się chcemy rozliczać co miesiąc. Czy tak nie można?
Pani: no można, ale wiecie państwo, że będziecie płacić wtedy wyższy abonament?
My: wiemy
Pani: i mimo  to chcecie?
My: no tak
Pani: no ale abonament będzie wyższy
My: (już znużeni) wiemy. A o ile tak w ogóle?
Pani: 3,80...
My: no to jakoś damy rady
Pani: (już podniesionym trochę głosem) czyli mam zmienić, tak?
My: no tak. Gaz chcemy co miesiąc płacić, więc i prąd nam tak pasuje, żeby co dwa miesiące nie nawarstwiały się rachunki za w sumie trzy
Pani: no, ale przecież możecie państwo zrobić nadpłatę na kolejne miesiące
My: (a właściwie ja, bo już nie wytrzymałam) proszę pani, nadpłata służy państwu, bo dzięki niej macie ekstra kasę na koncie

Pani w tym momencie zaczęła rzucać papierami i zrobiło się już zupełnie niemiło, ale na swoim postawiliśmy.

W gazowni obyło się bez obrażania, ale również tam jako pierwsza i najbardziej słuszna przedstawiana była wersja z prognozą.

To wszystko zaczęło mnie skłaniać do refleksji, o co chodzi? Chodzi oczywiście o kasę. Z punktu widzenia mnie jako klienta prognoza ma jedną zaletę: wiem ile zapłacę. Dostawca natomiast zyskuje znacznie więcej. Po pierwsze sam dzięki temu wie, jakie będzie miał wpływy i może na tej podstawie planować budżet (choć umówmy się, w przypadku prawie monopolisty to i tak jest do oszacowania). Po drugie, dzięki prognozom na rachunku firmy pojawiają się dodatkowe pieniądze - owe magiczne NADPŁATY. Pomnożenie tej stówki czy dwóch ekstra razy X milionów odbiorców daje kosmiczny wynik, który procentuje na koncie i zarabia dla dostawcy ekstra. W tej sytuacji domyślam się, że pracownicy mają jasny nakaz zachęcania wszelkimi sposobami do prognoz.

I być może mam manię prześladowczą, ale... Cyfrowy Polsat, z którym niestety uwiązaliśmy się na dłużej, ma taką praktykę, że o tym iż jest rachunek do zapłaty informuje komunikatem wyświetlającym się na telewizorze np. na 2 tygodnie przed upływem terminu. Potrafi też wysyłać w tej sprawie SMSy. Im bliżej terminu tym to popędzanie jest coraz bardziej nachalne. Ja mam prawo zapłacić rachunek w ostatnim możliwym momencie i to jest moja sprawa, czy zdążę z tym, żeby kasa znalazła się na rachunku odbiorcy w odpowiednim terminie. Te nachalne przypomnienia natomiast  mają chyba na celu to, żebym nadpłaciła stówkę więcej i uwolniła się od poganiania. No bo co innego? Nigdy z żadnym rachunkiem się nie spóźniliśmy, nie mieli z nami problemów, więc po co te przypomnienia w połowie miesiąca?

You Might Also Like

0 komentarze

Like us on Facebook

Flickr Images